Wspomnienia z Francji
Dla mnie pobyt we Francji był wspaniałą okazją do poznania innych ludzi, kultur, języków oraz szlifowania umiejętności z angielskiego. Sama droga do Nimes dostarczyła mi wielu wrażeń. Zapadła mi w pamięć jazda przez Schwarzwald, bo bardzo lubię góry. Widok "alpejskich wiosek i miast" napawał mnie radością, którą odrobinę przyćmiła jazda po serpentynach tamtejszych dróg, zwłaszcza, gdy spojrzeć w dół stromego zbocza.
Wielka radość towarzyszyła mi w momencie przyjazdu, bo mogłam nareszcie spotkać przyjaciół, którzy odwiedzili nas w październiku 2004. Rodzina Baurand, która gościła mnie w swoim domu, okazała się bardzo miła, jednak z młodszą córką - Lucile, nie mogłam porozmawiać, bo dopiero zaczynała naukę angielskiego. Rodzice mojego kolegi Romaina byli bardzo uprzejmi dla mnie i dziewczyny z Bułgarii - Iny, którą również gościli. Ina i ja bardzo się zaprzyjaźniłyśmy i dużo czasu spędzałyśmy na rozmowach.
Francuska szkoła jest inna niż dobrze znana mi "typowo polska". Lekcje trwają tam godzinę! Nauczyciele są bardzo przyjaźnie nastawieni do uczniów, poza lekcjami panują między nimi prawie koleżeńskie stosunki. Co do systemu nauczania jest na wiele niższym poziomie niż u nas, ale za to mają lepszy sprzęt w klasach, co umożliwia prowadzenie niekonwencjonalnych lekcji. No i mają w programie filozofię.
Zajęcia związane z programem były bardzo ciekawe. Mi podobało się zwłaszcza robienie okładek do książek. Dyskusja na temat naszych krajów była bardzo interesująca, bo mogłam przekonać się np. o podobieństwach i różnicach w naszych kulturach. Poznałam ciekawe zwyczaje, jak choćby francuską Ferię. Dowiedziałam się też wiele o krajach partnerskich.
Nigdy chyba nie zapomnę przyjęcia w szkole w czwartkowy wieczór. Występ zespołu bardzo mi się podobał, bo grali między innymi Remi i Celine. Powtórzyła się też sytuacja z przyjęcia w Polsce. Ci sami uczniowie i nauczyciele, który byli u nas zaśpiewali te same piosenki. To było super. Po przyjęciu w szkole wszyscy poszliśmy do pubu na... colę i rozmawialiśmy. Ten wieczór był po prostu niezapomniany. W pamięci wciąż mam wycieczki po Nimes. Tą z nauczycielami i tą, którą odbyliśmy ja, Justyna, Sandra i Piotrek razem z kolegą z Francji - Nicolasem. Weszliśmy wtedy na szczyt wieży w ogrodach Nimes. Widok wprost zapierał dech w piersiach.
O Francji przypominają mi ciągle powiedzonka, które tam powstały, zdjęcia, maile pisane z kilkoma osobami i francuskie piosenki, których regularnie słucham. No i oczywiście lawendowe woreczki zapachowe, jeden z prezentów od "mojej" rodzinki. Smutno mi było wyjeżdżać. Uroniłam kilka łez. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze spotka moich zagranicznych przyjaciół, i że nastąpi to niedługo.
Anka Zielińska